Tag: kurs Alpha

Anioły są wśród nas….

Właśnie jestem po lekturze książki Katarzyny Olubińskiej „Bóg w wielkim mieście” (wreszcie!). Wszystko co w niej napisane, bliskie jest mojemu sercu i temu co sama przeżyłam i wciąż przeżywam. Codziennie uczę się tzw. chodzenia z Bogiem, rozmawiania z nim, czasem jest fantastycznie, ale miewam dni, że najchętniej bym nie wyszła z łóżka, wtedy mam też chwilę zwątpienia, czasem nawrzucam Szefowi. Jednak bardzo często dziękuję mu, że nie dał mi tego, o co go prosiłam. Ostatnio trochę mi się posypało zawodowo.  Nie pracuję już w instytucji, której pracowałam od kilku miesięcy. Cieszę się, że ten rozdział już za mną, bo w chwili obecnej wracam do równowagi,  tak jakby właśnie spuszczono ze mnie powietrze. Korzystam z czasu wolnej, przygotowuje lekcje z marketingu dla klasy o profilu turystycznym i hotelarskim. Właśnie trwa mój zjazd studencki na przygotowaniu pedagogicznym, więc jakby mam co robić. Mam parę prac do zrobienia i powoli trzeba zacząć przygotowania do egzaminu, który będzie w lutym. W każdym razie nie siedzę bezczynnie..I mam zamiar upiec świąteczne pierniczki. :)

Bóg wie co robi i zawsze do nas mruga. :) Wierze, że to co dzieje się w chwili obecnej w moim życiu, ma głęboki sens. Pewne schematy myślenia właśnie runęły, pewne znajomości musiały  się skończyć.

Dzisiaj chciałam Wam jednak napisać o Aniołach z mojej perspektywy.

Chciałabym się podzielić moimi refleksjami, kiedy  mam czas, aby zatrzymać się i wsłuchać w siebie, i wreszcie w tym ciągłym zalewie informacji usłyszeć także Boga,  przy gorącej czekoladzie i z dobrą lekturą. W chwili obecnej zaczynam „Ocalaną z piekła” Anny Golędzinowskiej – od dawna jestem głodna tej książki. Poza tym małymi partiami czytam „Dzienniczek św. Faustyny”. :), a w kolejce czekają książki Szymona Hołowni i parę książek już stricte biznesowych/coachingowych/pedagogicznych. Znowu uaktywniłam się na instagramie, także zapraszam. (https://www.instagram.com/alexandraannam/).

Wracając do tematu..Anioły  i nie mam tym razem na myśli Aniołów Biznesu, bo o nich też mogę Wam kiedyś również napisać, jeśli tylko będziecie mieli ochotę. :)

Jakieś 3 tygodnie temu, kiedy było mi bardzo źle przez sferę zawodową. Pewnej sobotniej nocy, kiedy pracowałam i czułam się zrezygnowana, zrozpaczona, przemęczona,  właściwie wtedy czekałam tylko na poniedziałek, żeby ten koszmar i nieporozumienie się skończyło, odezwał się do mnie mój stary znajomy, mój były facet (nigdy jakoś nie było nam po drodze, ale myślę, że taki był plan Boży). To była ostatnia osoba, o której bym pomyślała, że się do mnie odezwie, no właśnie Bóg lubi nas zaskakiwać. Tamtej nocy, kiedy było mi tak źle, on mnie naprawdę swoimi słowami rozśmieszył, zasypiałam nad ranem rozluźniona, pogodzona z rzeczywistością, ale w dobrym nastroju. Myślę, że Bóg go do mnie posłał, wiedział, że jest mi bardzo, bardzo smutno i źle. Najczęściej spotykamy takich Aniołów ziemskich. Chociaż każdy z nas ma swojego Anioła Stróża, ale bardzo często o nich zapominamy.

Dzisiaj postanowiłam się przespacerować z uczelni do centrum handlowego. Szłam w swoich ulubionych butach na obcasie, zadowolona z siebie. I nagle poczułam, że moja noga leci i że zaraz się przewrócę. Prawie straciłam grunt pod nogami przez złamany obcas. Nie poszłam do centrum handlowego. Musiałam wrócić do domu, przebrać buty i zrezygnowałam z centrum handlowego. Ogarnęłam sprawy w centrum miasta. Góra z jakiegoś powodu nie chciała, aby się pojawiła w centrum handlowym. Może to efekt ostatnich modlitw: Jezu Ty się tym zajmij, albo po prostu zawierzanie i przekazywanie steru Bogu. Przez ostatnie doświadczenia w sferze prywatnej i zawodowej  staram się wdrożyć w życie maksymę Ignacego Loyoli „Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj, jakby wszystko zależało tylko od ciebie”.

Przed chwilą poszła jedna klapa w szafie i spadając mogła mi niezła krzywdę zrobić, ale myślę, że mój Anioł Stróż amortyzował ten upadek, nawet figurka Maryi z Medjugorje nie ucierpiała, ale figurka Anioła straciła kawałek skrzydła. I pomyśleć, że otwierałam szafę, aby znaleźć sweter, po zdarzeniu już go nie potrzebowałam.

Od lat przytaczaną przeze mnie Anielską opowieścią jest moja znajomość z Marcinem, który dzisiaj jest w Zakonie Misjonarzy Oblatów. Jestem dumna, że miałam okazję go poznać i tyle mu zawdzięczam. To mój prawdziwy Anioł/ Prorok posłany do mnie, kiedy Niebo zaczęło się o mnie upominać. Przypomnę, że Marcin w największej ciemności zaczął mnie zabierać na Kurs Alpha w Sosnowcu, mimo iż mieszkałam w Gliwicach. Kurs Alpha swoimi korzeniami sięga Anglii i Kościoła anglikańskiego. Duchowni z Kościoła Świętej Trójcy w Londynie Nicky Gumbel i Sandy Millar opracowali wszystkie katechezy kursu. Alpha był tworzony przez kilka lat na podstawie zebranych danych z tysięcy przeprowadzonych wywiadów i ankiet. Pierwszych pięć kursów w 1992 roku w Londynie pokazało, że forma kursu Alpha zaczyna się sprawdzać. Wkrótce Alpha rozprzestrzenił się w Europie, Stanach Zjednoczonych, Azji i Afryce. Jesienią 1998 roku pastor Nicky Gumbel został opisany przez The Times jako „Nowy John Wesley”, a The Daily Telegraph ogłaszał „powtórne nawrócenie Anglii” przez kursy Alpha. (źródło Wikipedia).  Na kursie Alpha poznałam cudownych, pięknych i przede wszystkich radosnych ludzi. Jakby wokół mnie krążyły Anioły. Wszystko zaczynało się od smacznej kolacji, gdzie w domowej atmosferze, rozmawialiśmy o życiu, a później z kawą w ręku przechodziliśmy na konferencję, gdzie najpierw była wygłaszana konferencja połączona często ze świadectwem jakiejś osoby, a później pracowaliśmy w grupie dyskutując, omawiając zadane zagadnienia. Dla mnie to był dopiero pierwszy krok w drodze do Boga. Pamiętam, że chciałam mieć ten blask, co Ci ludzie. Godzinami przeglądałam zdjęcia Odnowy w Duchu Świętym, i chciałam tak żyć, zaczynałam rozpoznawać tych, których poznałam przy stole. Tych, którzy witali mnie i Marcina za każdym razem. Odkryłam też ich reklamową pieśń (promującą sosnowiecką Odnowę w Duchu Świętym). Kilka miesięcy później będę ją słuchała prawie każdego poranka:

Każdy dzień upewnia mnie

Pan w miłości wierny jest

Któżby inny mógł jak On

Przebaczać co dzień

Boże wiem jak ranię Cię

Często słabnę, gubię sens

Jednak Ty podnosisz mnie

I nadzieję dajesz mi

Nikt nie odbierze mi tego co mam w Tobie

Pełnię miłości, pełnię radości, pełnię wolności mam w Tobie.

Po kursie Alpha, gdy życiowo leżałam na podłodze, mój Anioł zabierze mnie na Mszę do Częstochowy, a później do Medjugorje. Gdy mi będzie źle zaciągnie na obiad w gliwickiej Dobrej Kaszy Naszej i do kina, żeby się uśmiechnęła. Później będę miała okazję go odwiedzić na Św. Krzyżu (w trakcie jego Nowicjatu) W 2015 r. uda nam się spotkać na kawie w Dąbrowie Górniczej. Cudowna rozmowa, na zawsze pozostająca w sercu, kojąca wówczas moje ostatnie niepowodzenia. Do dzisiaj mam z nim kontakt. Rok temu w grudniu w Obrze modlono się duszę mojej zmarłej babci, a wszystko dzięki Niemu.

A cała anielska historia zacznie od pewnego maila o Medjugorje, kawy na gliwickim rynku i farsie w Teatrze Muzycznym w „Dajcie mi tenora” W domyśle „Dajcie mi Anioła”. :)

Doszłam do wniosku, że odsłonię się przed Wami bardziej i mimo ostatnich zapewnień na fb, chyba jednak nie chcę być już dłużej anonimowa.

Pozdrawiam

Aleksandra M.

 

25181524_1601047923251766_2059708899_n

 

O zdradzie i nawróceniu

Obiecywałam napisać o zdradzie, więc to czynię. Nie ukrywam, że nie jest to łatwy dla mnie temat. Tego posta dedykuję R., którego poznałam jakiś czas temu.  Wydał mi się bardzo ciekawą osobą. Okazało się, że przymierza się do seperacji z  żoną, a w przeszłości (jakieś kilka lat temu) zdradził swoją żonę. Szczegółów nie znam, wiem tylko, że romans nie skończył…